
Artur Szpilka jest uważany za nadzieję polskiego boksu w wadze ciężkiej. Jeszcze do niedawna popularny "Szpila" bił się na ustawkach i wydawał ogromne pieniądze na hazard i alkohol. W wywiadzie dla "Super Expressu" Artur Szpilka opowiada, jak boks zmienił jego dotychczasowe życie.
- Co byś robił w życiu, gdybyś nie został bokserem?
- Pewnie byłbym chuliganem i dawno już ponownie siedział w więzieniu. Ale nie myślę o tym.
- Uważasz, że niegrzeczni chłopcy są lepszymi bokserami?
- Z takich chłopaków można zrobić mistrzów. Wystarczy popatrzeć na Tysona. Gdybym był trenerem, to kandydatów do boksowania szukałbym w poprawczakach i domach dziecka, wśród dzieciaków z charakterem, które poszły w życiu w złym kierunku.
- Najważniejsze cechy dla boksera?
- Wytrwałość i wola walki. Trzeba pamiętać, że jedną pokusą można sobie wszystko zepsuć.
- Najbliższą walkę masz stoczyć w marcu, w Las Vegas. Byłeś już kiedyś w mieście hazardu, jak wrażenia?
- Za pierwszym razem przegrałem tam całą wypłatę za walkę...
- Miałeś problem z hazardem?
- Kiedyś przegrywałem na maszynach ogromne pieniądze, takie, że się w głowie nie mieści. To była najgorsza głupota w moim życiu. Kiedy siedziałem w więzieniu, postanowiłem, że koniec z tym. Kiedy teraz widzę, że ktoś marnuje tak pieniądze, to staram się reagować. Na stacji benzynowej zobaczyłem kobietę, która grała na automacie. Podszedłem i mówię jej: ja przegrałem na tym mnóstwo kasy, pani lepiej weźmie te pieniądze i kupi coś dzieciom. Ale była uparta, uzależniona tak jak ja kiedyś...