Dla mnie jednym z takich meczów był półfinał Ligi Mistrzów 2008/2009 LM: FC Barcelona - Chelsea Londyn. Dwie piękne bramki oraz nie wyobrażalne emocje od samego początku aż do ostatniej minuty.
A drugi mecz,- którego oglądałem tylko niestety skróty, to finał Ligi Mistrzów AC Milan- Liverpool
Milan wyszedł na prowadzenie 3-0 a mimo to w drugiej połowie Liverpool zdołał wyrównać i doprowadzić do karnych. Takiego czegoś raczej w finałach nie widujemy ;p
Od kołyski aż po grób, Barcelona to mój klub. Vamos BARCA!!!