Silvio Berlusconi ma już plan, jak przy pomocy większości w parlamencie wywinąć się z sądowej sprawy o płatny seks z niepełnoletnią oraz wyciągnięcie jej z aresztu. Za tę aferę zwaną potocznie bunga-bunga premierowi Włoch grozi do 15 lat więzienia.

Pierwsza rozprawa w środę trwała zaledwie siedem minut. Ani premier, ani córka marokańskich imigrantów Karima el-Mahrug znana jako Ruby "Rubacuori", czyli "Złodziejka Serc", nie pojawili się w mediolańskim sądzie. Berlusconi wytłumaczył listownie, że przeszkodziły mu naglące obowiązki szefa rządu, choć - jak donosiły włoskie media - uczestniczył tylko w obchodach drugiej rocznicy trzęsienia ziemi w Abruzji.
Z kolei adwokatka Ruby, która zdaniem śledczych 13 razy wzięła pieniądze za seksualne zabawy z premierem nim ukończyła 18 lat, oświadczyła w ostatniej chwili, że jej klientka nie doznała żadnych szkód od Berlusconiego, więc nie ma ochoty uczestniczyć w procesie premiera.
Sąd wyznaczył kolejną rozprawę na 31 maja. O ile wycofanie się Ruby, która podczas kilkumiesięcznego śledztwa zmieniała kilka razy zeznania i zasadniczo zaprzeczała, że prostytuowała się z premierem (akt oskarżenia oparto przede wszystkim na podsłuchach telefonicznych oraz zeznaniach innych świadków), nie stanowi poważnego zagrożenia dla procesu, to ostatnie zabiegi Berlusconiego w parlamencie mogą skutecznie zahamować proces.
Najpoważniejszy zarzut w aferze bunga-bunga dotyczył kilku telefonów Berlusconiego na komisariat w Mediolanie, skąd - czemu ten nie zaprzecza - wyciągnął w maju 2010 r. Ruby. Została ona aresztowana pod zarzutem kradzieży trzech tysięcy euro współlokatorce.
Teraz ta sprawa może pomóc premierowi - Berlusconi przekonywał szefa komisariatu, że Ruby jest bliską krewniaczką ówczesnego prezydenta Egiptu Hosniego Mubaraka i przetrzymywanie jej za kratkami może doprowadzić do skandalu dyplomatycznego.
- Mogę przysiąc, że na jakiś tydzień przed tym wydarzeniem rozmawiałem z Mubarakiem o tej dziewczynie przez telefon. Przez co najmniej kwadrans. Naprawdę byłem przekonany, że są rodziną - przekonywał niedawno Berlusconi, a jego poplecznicy poszli we wtorek z tą wersją do parlamentu.
Przekonywali, że skoro premier ratował stosunki włosko-egipskie, to znaczy, że uwalniając Ruby, pełnił obowiązki służbowe, czyli nie może być w tej sprawie sądzony przez zwykły sąd, lecz wyłącznie przez włoski odpowiednik trybunału stanu. Lojalni posłowie centroprawicowej koalicji Berlusconiego uwierzyli bądź udawali, że dają wiarę tej wersji i parlament przyjął stosowną uchwałę większością 314 do 302 głosów.
- To kolejny dzień szaleństwa Włoch. Gdy świat płonie pośród wojen i kryzysu nuklearnego, to włoski parlament zbiera się tylko po to, by zajmować się sądowymi sprawami premiera - grzmiał opozycyjny poseł Antonio Di Pietro, inicjator słynnej antykorupcyjnej operacji "Czyste Ręce" z lat 90.
Uchwała parlamentu oznacza, że w sprawie "obowiązków służbowych" Berlusconiego (i kompetencji sądu) będzie musiał wypowiedzieć się trybunał konstytucyjny. - Żadne demokracje na Zachodzie nie widziały jeszcze czegoś takiego. Mam nadzieję, że premier zapłaci za to dramatycznym spadkiem notowań - komentuje Antonio Padellaro, redaktor naczelny opozycyjnego dziennika "Il fatto Quotidiano".
Wprawdzie postępowanie przed trybunałem konstytucyjnym nie blokuje procesu przed zwykłym sądem w Mediolanie, ale może ułatwić Berlusconiemu dalsze uchylanie się od rozpraw. A jeśli trybunał orzekłby, że Berlusconi rzeczywiście powinien być sądzony przed trybunałem stanu, to taki proces - zgodnie z prawem - wymagałby zgody parlamentu. A tej nie będzie.
Berlusconi, któremu za bunga-bunga grozi teoretycznie do 15 lat więzienia, walczy jednocześnie na innym froncie w sprawie zatrzymania swych dwóch procesów o przekręty podatkowe oraz w sprawie przekupienia świadka w latach 90. Koalicja rządowa forsuje bowiem teraz reformę prawa karnego, która nakazuje umorzenie niedokończonych procesów apelacyjnych po dwóch latach (z wyłączeniem poważnych zarzutów kryminalnych). To mogłoby uratować Berlusconiego.
Projekt nie przeszedł w ubiegłym tygodniu wyłącznie ze względów proceduralnych i choć opozycja planuje protesty uliczne, może być przyjęty jeszcze w kwietniu.
Część zwolenników Berlusconiego wierzy, że jest on ofiarą komunistycznych sędziów i prokuratorów, a inni podziwiają jego "włoski spryt" w wykręcaniu się od kary.
Najnowsze sondaże dają Berlusconiemu 33 proc. poparcia - to znacznie mniej niż 50 proc. sprzed roku, ale i tak premier bije na głowę pozbawionych charyzmy polityków opozycyjnej centrolewicy.
- Mam 75 lat i choć jestem dość filuterny, to jednak 33 dziewczyny w dwa miesiące to byłoby dla mnie za dużo. Nawet trzydziestolatek nie dałby rady - dowcipkował niedawno Berlusconi ufny w swą zdolność zauraczania wyborców. W żartach tych odnosił się do opisywanych przez media i prokuratorów uczt bunga-bunga, w których kobiety poprzebierane za pielęgniarki i policjantki miały rywalizować striptizami o nagrodę, czyli noc z premierem.
Źródło: Gazeta Wyborcza