Skandaliczne ceny biletów
W środku tygodnia pojechałem kupić bilety na to spotkanie. Cena, którą usłyszałem przy kasie była po prostu astronomiczna. 58 złotych na trybunę C+ i 54 złote na trybunę C7-ceny godne zespołu bijącego się o Mistrzostwo Polski i grającego piękny futbol, w którym grają gwiazdy pokroju Ljuboji, Meliksona czy chociażby Stilicia. Lekko zaskoczony takim obrotem sprawy, postanowiłem pożyczyć kasę od kumpla, z którym pojechałem po bilety-nie spodziewałem się, że właściciel podniesie jeszcze i tak hollendarnie wysokie ceny biletów, zupełnie nieadekwatne do poziomu gry zespołu. Jako, że wspomniany wyżej znajomy jest za drugim z łódzkich zespołów, czyli ŁKS-em Łódź i towarzyszył mi przy kupowaniu wejściówek, bo akurat byliśmy po drodze na Widzewie, po wyjściu ze sklepu zaczął się głośno śmiać i powiedział, że na ŁKS-ie za taką cenę (a nawet niższą) to można wejść na loże VIP-ów, gdzie mecz ogląda się w komfortowych warunkach, w cieple, ponadto ma się możliwość zamówienia jedzenia czy picia bez kolejek. Wspomniał także, że na "mecz przyjaźni" (który pan Cacek nie wiadomo dlaczego ustanowił na Widzewie "meczem hitowym") ŁKS-Zawisza Bydgoszcz, wejściówki optowały w okolicach...15 złotych.
Gdy to usłyszałem to się wściekłem. Bardzo chętnie oddałbym te wejściówki i odzyskał pieniądze, ale było już za późno. Dlatego w sobotę, przy temperaturze dwóch, może trzech stopni, fatalnej pogodzie i padającym deszczu wybrałem się na ten "mecz hitowy". Piłkarze Widzewa od samego początku pokazali, że dla nich ten hit ma wielkie znaczenie i stracili bramkę już w 6.minucie spotkania. "Przepiękną" paradę zaliczył debiutujący w barwach Widzewa Michał Pytkowski, który rzucił się na murawę już jakieś 5 sekund przed strzałem, czym wymiernie ułatwił zadanie Maciejowi Jankowskiemu.
Czas mijał, a łódzki zespół prezentował się coraz gorzej i w żaden sposób nie był w stanie zagrozić bramce Michala Peškovicia. Coraz mocniej wiał również wiatr i to spotkanie stawało się coraz większą męką dla kibiców; nudna 1.połowa zakończyła się prowadzeniem "Niebieskich" 0:1, choć "szarże" i kiwanie się Pytkowskiego z napastnikami Ruchu, o mało nie zakończyły się utratą drugiego gola przez łodzian. Niewiele też brakowało, aby debiutant wpuścił bramkę niemalże identyczną do tej, która obciążyła konto Artura Boruca w spotkaniu z Irlandią Północną, całe szczęście bramkarz Widzewa ma większe stopy od "Króla Artura".
Druga połowa to był już naprawdę dramat. Do ataku od pierwszego gwizdka ruszyli goście. Bramkarz łodzian na początku 2.połowy popisał się świetną interwencją, by kilka minut później wpuścić kolejną kuriozalną bramkę. Dośrodkowanie jednego z piłkarzy "Niebieskich" na gola zamienił niekryty w polu karnym były Widzewiak Arkadiusz Piech (Pytkowski nawet nie ruszył się do piłki), którego nasz "przewspaniały" właściciel pozbył się z klubu twierdząc, że Piech to nieudacznik. Piech pokazał w sobotę Cackowi, że podstarzały "Legionista" nie zna się kompletnie na piłkarskim biznesie i doprowadził do anomalii-Widzew przegrywał u siebie różnicą dwóch bramek. Chodzę na Widzew od czasów Michała Probierza, w tym od 26.05.2010r. opuściłem ledwie jeden mecz i nie przypominam sobie, żeby łódzki zespół kiedykolwiek, grając u siebie, znalazł się w takiej sytuacji.
To był jednak "mecz hitowy" i pogoda też dorzuciła swoje trzy grosze. Tuż po tym, jak przyjezdni podwyższyli prowadzenie, zaczął padać grad, a wiatr wiał jeszcze mocniej niż w 1.połowie, ponadto było przenikliwie zimno. Warunki ewidentnie nie sprzyjały oglądaniu tego spotkania, a raczej zabawom piłkarzy Ruchu, bo Widzew ten mecz miał w dupie. Tak jest, w dupie. Mieli w dupie kibiców, którzy przyszli na mecz (a niektórzy przyjechali przecież z odległych miasteczek) i pomimo niesprzyjającej aury dopingowali ich, mieli w dupie to, ile my-kibice, zapłaciliśmy za wejściówki. Nawet nie starali się starać. Przewaga "Niebieskich" była coraz większa, aczkolwiek taki obrót sprawy i ich rozleniwił, ponieważ skupili się na powiększaniu posiadania piłki, przez co akcji podbramkowych już praktycznie nie było.
W okolicach 70.minuty ludzie zaczęli opuszczać stadion, mając zapewne już dość tego żałosnego widowiska. Trybuny pustoszały z minuty na minutę, ja wytrzymałem do 80.minuty, kiedy to odszedłem od barierki, przy której stałem mówiąc "Dość tego gówna!" i po raz ostatni w tym sezonie (a być może i w tym roku?), opuściłem stadion przy al. Piłsudskiego.
W 88.minucie bramkę honorową dla Widzewa zdobył młodziutki Mariusz Rybicki, jeden z niewielu tych, którym się chciało grać i za to mu chwała. Gola nie widziałem, ale nie żałuję, bo już wystarczająco dużo napatrzyłem się na potykających się o własne nogi Pytkowskich, ciągle leżących na murawie Dhifallahów czy nieskutecznych w obronie Brunów Pinheirów. Reszta, poza wyżej wymienionym Rybickim i starającym się walczyć Radosławem Matusiakiem, była kompletnie niewidoczna.
Nie jestem w stanie zrozumieć polityki władz klubu. Wyprzedają wszystkich najlepszych i najbardziej walecznych zawodników (zimą przede wszystkim Budka, a także Grzelczak), a ściągają jakichś anonimowych nieudaczników (Dhifallah) lub nie sprowadzają nikogo. Skład jest coraz słabszy, a ceny biletów są coraz wyższe, mecze są coraz mniej atrakcyjne, gdyż na boisku przebywa coraz więcej anonimowych zawodników. Młodzież w Widzewie jest szkolona beznadziejnie, o czym świadczy fakt, że w szerokiej kadrze wychowanków praktycznie nie ma, chociaż młodzież i to nawet niezła jest, ale są to m.in.: Piotr Mroziński (wychowanek Granicy Stubno), Mariusz Rybicki (wychowanek UKS SMS Łódź), Jakub Bartkowski (wychowanek LKS Różyca), czy Mariusz Stępiński (wychowanek Piastu Błaszki).
Dopóki polityka władz klubu (albo najlepiej władze i właściciel klubu) się nie zmieni(ą), a ceny wejściówek nie będą adekwatne do prezentowanego przez zespół poziomu, moja noga na stadionie przy al. Piłsudskiego nie postanie. Wolę wybrać się do kina, na dobry film, gdzie są komfortowe warunki, za 1/3 ceny wejściówki na Widzew, niż płacić krocie, za oglądanie nędznej gry na II-ligowym poziomie, moknąc i marznąc przy tym.
Widzew Łódź 1-2 Ruch Chorzów
Mariusz Rybicki 88 - Maciej Jankowski 6, Arkadiusz Piech 55
Widzew: 1. Michał Pytkowski - 28. Łukasz Broź, 4. Ugochukwu Ukah, 5. Jarosław Bieniuk, 9. Marcin Kaczmarek - 14. Krzysztof Ostrowski (64, 94. Veljko Batrović), 8. Princewill Okachi, 3. Bruno Pinheiro, 10. Radosław Matusiak, 20. Przemysław Oziębała (46, 34. Jakub Bartkowski) - 24. Mehdi Ben Dhifallah (68, 17. Mariusz Rybicki).
Ruch: 33. Michal Peškovič - 4. Željko Dokić, 15. Rafał Grodzicki, 2. Piotr Stawarczyk, 20. Marek Szyndrowski - 6. Wojciech Grzyb (73, 21. Łukasz Burliga), 28. Gábor Straka, 23. Marcin Malinowski, 7. Maciej Jankowski (84, 9. Paweł Abbott), 14. Łukasz Janoszka - 18. Arkadiusz Piech (90, 31. Paweł Lisowski).
Żółte kartki: Kaczmarek - Dokić, Stawarczyk, Janoszka.
Sędziował: Tomasz Garbowski (Kluczbork).
Widzów: 5000.
Zapowiedź 22.kolejki
22.kolejka T-Mobile Ekstraklasy będzie kolejką przełomową. Nie tylko ze względu pogody (wreszcie za oknami zaczęło świecić słońce i jest ciepło, niemalże w całym kraju powyżej 10 stopni na plusie). W każdym z meczów, które zostaną rozegrane w tej kolejce będzie jakieś ruch, pozytywny lub negatywny, ktoś pójdzie w górę lub jeszcze bardziej się pogrąży.
Zacznijmy od spotkania otwierającego tą kolejkę gier, czyli starcia KGHM Zagłębia z Widzewem w Lubinie. To będzie przełomowy mecz dla obu drużyn; jeżeli wygra Zagłębie, to powinno odbić się od dna tabeli i zacząć wreszcie systematycznie zdobywać punkty na "Dialog Arenie", natomiast jeśli zwycięży Widzew, to przed łódzkim zespołem stanie otworem furtka, przez którą po zakończeniu sezonu będzie mógł się dostać do europejskich pucharów. Trudno wskazać w tym meczu faworyta, dlatego najbardziej prawdopodobny jest remis.
W sobotę jako pierwsi na boisko wybiegnąpiłkarze Górnika i ŁKS-u w Zabrzu. Zwycięstwo zabrzan w tym starciu dałoby im duży komfort i spowodowało, że doskoczyliby do górnej części tabeli, z kolei tryumf ŁKS-u pozwoliłby temu zespołowi wziąć głęboki oddech przed ciężką walką o utrzymanie, dopisać do swojego mizernego (przynajmniej jak na razie) dorobku trzy punkty, a także, co najważniejsze, uwierzyć w siebie. Dla mnie jednak zdecydowanym faworytem tego pojedynku jest drużyna ze Śląska.
Drugie sobotnie spotkanie to starcie PGE GKS-u Bełchatów z Wisłą Kraków. Gospodarze, po bezbarwnym, wręcz beznadziejnym meczu z Widzewem w Łodzi (przegranym 0:1), będą starali się ograć Mistrza Polski, co z pewnością chociaż po części zrekompensowałoby fatalny występ sprzed tygodnia w derbach ziemi łódzkiej. Motywacja "Białej Gwiazdy" jest jeszcze większa-musi wygrać to spotkanie, w przypadku jakiejkolwiek straty punktowej poniesionej w Bełchatowie, zminimalizuje swoje szanse na obronę mistrzowskiego tytułu niemalże do zera. Faworytem jest dla mnie zespół bardziej zmotywowany do zwycięstwa, czyli Wisła.
Gręw sobotę zakończy pojedynek dwóch największych rozczarowań sezonu, czyli Jagiellonii Białystok z Lechem Poznań. Przegrana gospodarzy spowoduje kolejne obsunięcie się w tabeli i niebezpieczne zbliżenie się do strey spadkowej, z kolei porażka "Kolejorza" przekreśli ich szanse na zdobycie tytułu i poważnie skomplikuje ich sytuację w kwestii walki o europejskie puchary (w tej chwili tracą do miejsca premiowanego awansem do eliminacji LE 8 punktów, ale mają jeszcze do rozegrania zaległy mecz z Górnikiem Zabrze). Myślę, że oba zespoły obejdą się smakiem i padnie remis.
W niedzielę obejrzymy starcie dwóch najbardziej zagubionych zespołów wiosny, czyli Śląska Wrocław i Cracovii Kraków. Każdy inny wynik niż zwycięstwo będzie oznaczał dla wrocławian szósty mecz z rzędu bez zwycięstwa, natomiast porażka dla "Pasów" spowoduje, iż w dalszym ciągu będą tkwili na ostatnim miejscu w tabeli pozostając czerwoną latarnią T-Mobile Ekstraklasy. Zważając na fakt, że obie drużyny znajdują się aktualnie w kryzysach i obie będą chciały się w 22. serii gier bardzo przełamać sugeruję remis.
Drugie z niedzielnych spotkań odpowie na pytanie: "O co gra Ruch Chorzów w tym sezonie?"; jeżeli "Niebiescy" pokonają przy Cichej rewelację tegorocznych rozgrywek, czyli Podbeskidzie, będą mieli prawo zgłosić pretensje nawet do mistrzowskiej korony. Wygrana "Górali" sprowadziłaby Ruch na ziemię, a także pozwoliła zespołowi z Bielska-Białej przekroczyć "magiczną" barierę 30 punktów, których zdobycie zazwyczaj zapewnia utrzymanie w Ekstraklasie. Według mnie faworyt jest tylko jeden-Ruch Chorzów, za którym przemawiają niemalże wszystkie argumenty i który jest ostatnio w rewelacyjnej formie.
22.kolejkę T-Mobile Ekstraklasy zakończy spotkanie w Gdańsku, gdzie miejscowa Lechia podejmie rewelacjęwiosny, czyli Koronę Kielce. Mająca od dawna problemy z grą u siebie Lechia nie jest faworytem tego spotkania i myślę, że goście poradzą sobie w tym pojedynku i wywiozą z Gdańska cenne trzy punkty, które pozwolą im włączyć się do walki o mistrzostwo.
Ta kolejka zapowiada się wyjątkowo pasjonująco, dlatego zachęcam Was do pilnego śledzenia wydarzeń w T-Mobile Ekstraklasie do poniedziałku włącznie, gdyż z pewnością będziecie świadkami wielkich emocji ;)
Kryzys Śląska, Arka blisko półfinału
Starcie wicelidera T-Mobile Ekstraklasy ze spadkowiczem z tej klasy rozgrywkowej rozpoczęło się z 20-minutowym
opóźnieniem, ponieważ goście mieli problemy z dojazdem na Pomorze.
W tym spotkaniu cięzko było wskazać faworyta, ponieważ o formie Arki nic nie wiadomo (rozgrywki I-ligowe zaczynają się dopiero w najbliższy weekend), a Śląsk przeżywa powazny kryzysz (4 spotkania z rzędu bez zwycięstwa), bukmacherzy jednak mimo wszystko minimalnie mniejsze pieniądze wypłącali za zwycięstwo Arki i nie pomylili się, bo zespół z Wrocławia po raz kolejny tej wiosny zawiódł i jest w bardzo trudnej sytuacji przed rewanżem na własnym stadionie.
Spotkanie nabrało rozmachu w końcówce pierwszej połowy, kiedy to czerwoną kartką został ukarany Jarosław Fojut. Od tego momentu gdynianom grało się zdecydowanie łatwiej i już na początku drugiej części spotkania potwierdzili swoją wyższość na boisku. Po skłądnej akcji gospodarzy Tomasz Jarzębowski trafił w poprzeczkę, a piłkę dobijał Piotr Kuklis i po 54 minutach gry na tablicy widniał wynik 1:0. Grający w osłabieniu goście próbowali wyrównać, ale ich chęci do gry w 80.minucie zupełnie rozwiał Piotr Tomasik, który ustalił wynik spotkania na 2:0 dla gospodarzy.
Po tej porażce Śląsk znalazł się w bardzo trudnym położeniu w rozgrywkach Pucharu Polski, kontynuował także złą passę i w tej chwili ma na koncie 5 meczów z rzędu bez zwycięstwa. Dla piłkarzy Arki mecz z wicemistrzem Polski był świetną inauguracją rundy wiosennej.
Arka Gdynia 2-0 Śląsk Wrocław
Piotr Kuklis 54, Piotr Tomasik 80
Arka: 26. Maciej Szlaga - 22. Damian Krajanowski, 4. Wallace, 6. Omar Jarun, 20. Marcin Radzewicz (86, 23. Bartłomiej Niedziela) - 13. Jakub Kowalski, 33. Tomasz Jarzębowski, 19. Radosław Pruchnik (90, 32. Miloš Radosavljević), 11. Piotr Kuklis, 7. Piotr Tomasik - 9. Charles Nwaogu (70, 15. Bartosz Flis).
Śląsk: 25. Marián Kelemen - 24. Tadeusz Socha, 23. Jarosław Fojut, 14. Dariusz Pietrasiak, 4. Amir Spahić - 20. Piotr Ćwielong (78, 19. Dariusz Sztylka), 7. Sebastian Dudek, 10. Mateusz Cetnarski, 27. Łukasz Gikiewicz, 6. Patrik Mráz - 18. Johan Voskamp (46, 3. Piotr Celeban).
Żółte kartki: Tomasik, Kowalski, Kuklis, Jarun.
Czerwona kartka: Jarosław Fojut (44. minuta, Śląsk, za faul).
Sędziował: Paweł Pskit (Łódź).
Widzów: 4700.
Rewanż odbędzie się 21 marca o godz. 18:30 we Wrocławiu.

W drugiej połowie do roboty wzięli się chorzowianie, jednakże gospodarze bardzo długo skutecznie się bronili, aż do 74.minuty, kiedy to Fecia pokonał doświadczony Marcin Malinowski, dla którego z pewnością dzisiejsza bramka jest jedną z ważniejszych w karierze. Cztery minuty później na 1:2 dla gości podwyższył Rafał Grodzicki, a dzieła zniszczenia w końcówce (87.minuta z karnego i 90.minuta) dokonał Łukasz Janoszka, który dzięki tym trafieniom, przełamał długotrwałą nieskuteczność.
Taki wynik w pierwszym meczu praktycznie rozstrzyga kwestię awansu do półfinału i Ruch Zdzieszowice pojedzie do Chorzowa na spotkanie rewanżowe walczyć jedynie o honor.
Ruch Zdzieszowice 1-4 Ruch Chorzów
Roland Buchała 10 - Marcin Malinowski 74, Rafał Grodzicki 78, Łukasz Janoszka 87 (k.), 90
R. Zdzieszowice: 1. Marcin Feć - 7. Sebastian Polak, 15. Michał Bachor, 4. Tomasz Drąg, 2. Rafał Bobiński (85, 5. Paweł Krzysztoporski) - 20. Daniel Rychlewicz (79, 3. Dawid Kiliński), 6. Mariusz Kapłon, 21. Przemysław Bella, 17. Mateusz Bukowiec, 11. Tomasz Kasprzyk - 18. Roland Buchała (83, 10. Leszek Juszczak).
R. Chorzów: 30. Matko Perdijić - 3. Igor Lewczuk, 15. Rafał Grodzicki, 2. Piotr Stawarczyk, 21. Łukasz Burliga - 6. Wojciech Grzyb (77, 8. Jakub Smektała), 23. Marcin Malinowski, 28. Gábor Straka, 9. Paweł Abbott (85, 5. Filip Starzyński), 14. Łukasz Janoszka - 32. Andrzej Niedzielan (61, 18. Arkadiusz Piech).
Żółte kartki: Bukowiec, Bachor - Stawarczyk.
Sędziował: Tomasz Wajda (Żywiec).
Widzów: 1100.
Spotkanie rewanżowe zostanie rozegrane 21 marca o godzinie 20:30 w Chorzowie.
W ćwierćfinale Pucharu Polski los skojarzył ze sobą dwóch kandydatów do końcowego tryumfu, czyli Lecha Poznań i Wisłę Kraków.
W pierwszym meczu tych dwóch uznanych na polskim podwórku ekip nie zabrakło emocji i dramaturgii. Gra obu drużyn mogła się podobać, jednak to piłkarze "Białej Gwiazdy" zrobili na tyle dużo, aby wywieźć cenne 1:0 ze stolicy Wielkopolski.
We wtorkowym swoje dwa oblicza pokazał bramkarz "Kolejorza" Krzysztof Kotorowski. Z jednej strony zawodnika nie mogącego utrzymac prostego strzału w rękach, z drugiej ratującego skórę Lechowi, broniącemu fantastycznie sytuacje 1 na 1 (szczególnie tą, tuż po stracie bramki). Autorem zwycięskiego gola dla klubu z Krakowa został Gordan Bunoza, który pokonał poznańskiego bramkarza na 20 minut przed końcowym gwizdkiem Marcina Borskiego.
Lech Poznań 0-1 Wisła Kraków
Gordan Bunoza 70
Lech: 27. Krzysztof Kotorowski - 22. Grzegorz Wojtkowiak, 35. Marcin Kamiński, 5. Manuel Arboleda, 25. Luis Henríquez - 32. Mateusz Możdżeń (46, 24. Aleksandyr Tonew; 72, 18. Bartosz Ślusarski), 21. Dimitrije Injac, 11. Rafał Murawski, 14. Semir Štilić, 10. Siergiej Kriwiec (77, 28. Vojo Ubiparip) - 16. Artjoms Rudnevs.
Wisła: 25. Sergei Pareiko - 2. Kew Jaliens, 4. Osman Chávez, 6. Gordan Bunoza, 15. Júnior Díaz - 77. Ivica Iliev (79, 13. Dragan Paljić), 28. Cezary Wilk, 11. Gervasio Núnez, 16. Tomáš Jirsák (46, 10. Łukasz Garguła), 17. Andraž Kirm - 20. Dudu Biton (89, 33. Michał Czekaj).
Żółte kartki: Ubiparip - Wilk, Jirsák, Díaz, Núnez.
Sędziował: Marcin Borski (Warszawa).
Widzów: 16 839.
Spotkanie rewanżowe zostanie rozegrane 20 marca o godzinie 18:30 w Krakowie.
Po tym spotkaniu Wisła z dorobkiem 32 i stratą 7 punktów do prowadzącej Legii Warszawa zajmuje 6.miejsce w tabeli T-Mobile Ekstrklasy. Lech ma trzy oczka mniej i jest o jedną lokatę niżej niż zespół Michała Probieża.
Wisła Kraków - Lech Poznań 0:0
Wisła Kraków: Pareiko - Jovanović, Jaliens, Chavez, Diaz - Wilk, Nunez (82. Jirsak) - Paljić (60. Garguła), Iliev, Kirm (60. Melikson) - Biton
Lech Poznań: Kotorowski - Kikut, Wołąkiewicz (46. Arboleda), Kamiński, Henriquez - Murawski, Injac, Możdżeń - Stilić (71. Djurdjević), Ubiparip (61. Krivets) - Rudnev
Żółte kartki: Możdżeń, Arboleda, Rudnev (Lech)
Czerwona kartka: Możdżeń (za dwie żółte)
Sędziował: Robert Małek (Zabrze)
Widzów: 21 046
Nudy w Łodzi, remis w Krakowie
Po tym spotkaniu Podbeskidzie przeskoczyło w tabeli o jeden punkt Widzew, jednocześnie awansując na 7.miejsce, a łodzianie plasują się aktualnie tuż za "Góralami"-zajmują 8.lokatę.
Widzew Łódź 0-1 Podbeskidzie Bielsko-Biała
Sylwester Patejuk 67
Widzew: 13. Maciej Mielcarz - 28. Łukasz Broź, 3. Bruno Pinheiro, 30. Hachem Abb?s, 33. Dudu Paraíba - 14. Krzysztof Ostrowski (63, 34. Jakub Bartkowski), 25. Piotr Mroziński (68, 17. Mariusz Rybicki), 18. Mindaugas Panka, 8. Princewill Okachi, 9. Marcin Kaczmarek - 20. Przemysław Oziębała (63, 15. Mariusz Stępiński).
Podbeskidzie: 1. Richard Zajac - 10. Marek Sokołowski, 7. Juraj Dančík, 26. Bartłomiej Konieczny, 27. Krzysztof Król - 13. Sylwester Patejuk (67, 8. Piotr Malinowski), 28. Dariusz Łatka, 22. Matej Náther, 20. Maciej Rogalski (82, 16. Liad Elmalich), 11. Sebastian Ziajka - 23. Róbert Demjan (88, 17. Ivan Čurić).
Żółte kartki: Abb?s, Mielcarz - Patejuk, Sokołowski, Ziajka.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 4500.
W 4. minucie Sylwester Patejuk (Podbeskidzie) nie wykorzystał rzutu karnego (obok bramki).
W drugim sobotnim meczu zajmująca miejsce w strefie spadkowej Cracovia podejmowała Lechię Gdańsk. "Pasy" z pewnością liczyły na odbicie sięod dna tabeli, jednakże ich marzenia w 48. rozwiał Piotr Wiśniewski wyprowadzając gości na jednobramkowe prowadzenie. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się tryumfem przyjezdnych, piłkę do bramki w końcówce spotkania wpakował Koen van der Biezen.
Po tym meczu Cracovia przesunęła się na 14.miejsce w tabeli wyprzedzając ŁKS. Lechia jest 13.
Cracovia 1-1 Lechia Gdańsk
Koen van der Biezen 88 - Piotr Wiśniewski 48
Cracovia: 83. Wojciech Kaczmarek - 5. Mateusz Żytko, 32. Łukasz Nawotczyński, 24. Jan Hošek, 8. Hesdey Suart - 9. Aleksejs Viš?akovs (67, 99. Deivydas Matulevičius), 6. Arkadiusz Radomski, 27. Marcin Budziński (59, 18. Mateusz Bartczak), 21. Sławomir Szeliga (80, 40. Rok Štraus), 10. Sa?di Ntibazonkiza - 11. Koen van der Biezen.
Lechia: 24. Wojciech Pawłowski - 26. Deleu, 6. Luka Vučko, 2. Rafał Janicki, 19. Jakub Wilk - 11. Ivans Lukjanovs, 8. Łukasz Surma, 23. Marko Bajić (81, 17. Marcin Pietrowski), 7. Abdou Razack Traoré, 14. Piotr Wiśniewski (74, 22. Paweł Nowak) - 9. Piotr Grzelczak (89, 4. Sergejs Kožans).
Żółte kartki: Radomski, Nawotczyński, Kaczmarek, Ntibazonkiza, Bartczak - Janicki, Traoré, Bajić, Pawłowski.
Sędziował: Paweł Pskit (Łódź).
Widzów: 7542.
Lech 0:1 PGE GKS
Po tym zwycięstwie piłkarze z Bełchatowa nieco odskoczyli od strefy spadkowej, natomiast zawodnicy z Poznania coraz bardziej oddalają się od miejsc premiowanych udziałem w europejskich pucharach.
Lech Poznań 0-1 GKS Bełchatów
Dawid Nowak 89
Lech: 27. Krzysztof Kotorowski - 22. Grzegorz Wojtkowiak, 20. Hubert Wołąkiewicz (46, 14. Semir Štilić), 5. Manuel Arboleda, 25. Luis Henríquez - 10. Siergiej Kriwiec, 35. Marcin Kamiński, 21. Dimitrije Injac, 32. Mateusz Możdżeń (69, 28. Vojo Ubiparip), 24. Aleksandyr Tonew (80, 18. Bartosz Ślusarski) - 16. Artjoms Rud?evs.
Bełchatów: 12. Łukasz Sapela - 2. Filip Modelski, 14. Mate Lacić, 24. Maciej Wilusz, 4. Jacek Popek - 23. Tomasz Wróbel (90, 16. Mateusz Mak), 3. Grzegorz Baran, 22. Grzegorz Fonfara, 15. Miroslav Božok (90, 5. Damian Zbozień), 11. Kamil Kosowski - 21. Marcin Żewłakow (75, 9. Dawid Nowak).
Żółte kartki: Wołąkiewicz, Injac - Baran, Popek.
Sędziował: Hubert Siejewicz (Białystok).
Widzów: 10 000.
ŁKS 0:2 Polonia Warszawa
W 1.połowie błąd w kryciu gospodarzy wykorzystał Robert Jeż i po kwadransie gry na tablicy widniał wynik 0:1. Na dwadzieścia minut przed końcem w zamieszaniu po rzucie rożnym najlepiej zachował się Edgar Cani i z najbliższej odległości wpakował piłkę do bramki Bogusława Wyparły. "Czarne Koszule" miały szansę na strzelenie trzeciego gola, jednak po strzale Tomasza Brzyskiego z rzutu wolnego, który był egzekwowany z okolicy 25 metrów od bramki na kilka minut przed końcem spotkania, fenomenalną interwencją popisał się Bodzio W., który sparował futbolówkę na slupek i mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 0:2 dla przyjezdnych. Po tym zwycięstwie piłkarze ze stolicy, przynajmniej do niedzieli (do spotkania Górnik-Legia), przesunęli się na 2.miejsce w tabeli.
Łódzki KS 0-2 Polonia Warszawa
Róbert Jež 15, Edgar Çani 70
ŁKS: 30. Bogusław Wyparło - 20. Artur Gieraga, 8. Michał Łabędzki, 5. Marcin Adamski, 2. Ronald Gërçaliu - 14. Grzegorz Bonin (84, 31. Seweryn Gancarczyk), 3. Oleg Laizans, 17. Maciej Iwański (76, 32. Mateusz Stąporski), 10. Marek Saganowski, 22. Robert Szczot (73, 25. Paweł Sasin) - 11. Marcin Mięciel.
Polonia: 1. Michał Gliwa - 26. Aleksandar Todorovski, 4. Marcin Baszczyński, 13. Adam Kokoszka, 22. Tomasz Brzyski - 29. Pavel Šultes (89, 24. Jakub Tosik), 8. Róbert Jež, 18. Łukasz Trałka, 32. Bruno (71, 20. Aviram Baruchyan), 14. Wladimer Dwaliszwili (79, 7. Paweł Wszołek) - 9. Edgar Çani.
Żółte kartki: Laizans, Adamski - Todorovski.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Widzów: 2568.
Rusza runda wiosenna T-Mobile Ekstraklasy!
18.kolejkę T-Mobile Ekstraklasy zainauguruje mecz w Łodzi, gdzie miejscowy ŁKS podejmie Polonię Warszawa. Będzie to spotkanie zespołu broniącego się przed spadkiem (gospodarze) z pretendentem do mistrzowskiej korony (goście). Zapowiada się ono jednak bardzo interesująco, choćby ze względu na fakt, że obu klubom bardzo potrzebne są punkty. Wartym wzmianki faktem jest też to, że łódzka drużyna bardzo wzmocniła się zimą, w jej barwach wystąpią między innymi byli reprezentanci Polski, tacy jak Iwański czy Łobodziński. "Ekipę gwiazd" do sukcesów spróbuje poprowadzić Piotr Świerczewski.
W drugim piątkowym pojedynku Lech Poznań zmierzy się z PGE GKS Bełchatów. Faworyt jest tu tylko jeden i podopieczni Jose Marii Bakero powinni wysoko pokonać bełchatowian.
Z sobotnich meczów (Widzew-Podbeskidzie, Cracovia-Lechia i Śląsk-Ruch) najciekawiej zapowiada się ten ostatni. Zarówno gospodarze, jak i goście bardzo będą chcieli wygrać to jakże prestiżowe spotkanie. Pod większą presją są piłkarze ?Niebieskich?, dla których przegrana w tym pojedynku będzie równoznaczna ze zminimalizowaniem niemalże do zera szans na dogonienie wrocławian.
Z kolei w niedzielę grać będą "pucharowicze", czyli Wisła i Legia. "Biała Gwiazda" zmierzy się w Lubinie z KGHM Zagłębiem, natomiast "Wojskowi" pojadą na wyjazdowy mecz do Zabrza. Łatwiejsze zadanie wydaje się stać przed piłkarzami ze stolicy, którym przyjdzie się zmierzyć z Górnikiem, pozbawionym kilku czołowych zawodników i dopingu tysięcy kibiców (na stadion w Zabrzu na dzień dzisiejszy, ze względu na prace budowlane, może wejść jedynie 3 000 osób).
18.kolejkę T-Mobile Ekstraklasy zakończy mecz w Kielcach, gdzie miejscowa Korona podejmie białostocką Jagiellonię Tomasza Hajty. Spotkanie zapowiada się interesująco, a jego głównym smaczkiem będzie debiut wyżej wspomnianego pana na ławce trenerskiej zespołu z Podlasia i w ogóle jako trenera.
Życzę Wam wszystkim, aby runda wiosenna sezonie 2011/12 T-Mobile Ekstraklasy nie była gorsza od jesiennej i dała nam przedsmak emocji przed EURO2012. Miejmy nadzieję, że walka, zarówno o mistrzostwo, jak i o utrzymanie, będzie trwała do samego końca, a tytuł zdobędzie rzeczywiście najsilniejszy zespół, który nie wyprzeda połowy składu latem i w sezonie 2012/13 wreszcie przebrnie przez kwalifikacje do Champions League i zagra w fazie grupowej elitarnej Ligi Mistrzów! Tegoroczne zmagania czas zacząć!





